Gdzie powinniśmy zacząć? O ogniu i powietrzu w związku (nie tylko) na emigracji
- Alicja Osio

- 20 maj
- 5 minut(y) czytania

„Gdzie powinniśmy zacząć...” – to tytuł genialnego podcastu Esther Perel, znanej psychoterapeutki, która w swojej kultowej książce „Inteligencja erotyczna” od lat bada temat, z którym jako terapeutka par spotykam się w gabinecie niemal codziennie. Chodzi o odwieczny konflikt, który nosi w sobie każdy z nas: z jednej strony pragniemy bezpiecznej miłości i bliskości, a z drugiej – wolności, dreszczyku emocji i namiętności.
W swojej pracy Perel pisze o tym tak, że trafia w samo sedno:
„Miłość uwielbia wiedzieć wszystko o sobie nawzajem, a pożądanie wymaga tajemnicy. Miłość lubi zmniejszać dystans między nami, podczas gdy pożądanie czerpie z niego energię. Bliskość rośnie dzięki powtarzalności i zażyłości, erotyzm się na nich tępi. Czerpie za to z tajemnicy, nowości i nieprzewidywalnego. Miłość jest o posiadaniu, pożądanie jest o chceniu. Pożądanie jest wyrazem tęsknoty, dlatego wymaga ciągłej nieuchwytności. (...) Zbyt często jednak, gdy pary umoszczą się już w swojej wygodnej miłości, zapominają, by dorzucać drew, aby nie zgasł płomień pożądania. Zapominają też, że ogień potrzebuje powietrza….”
Pułapka „wygodnego związku”
Kiedy mieszkamy za granicą, w Monachium, często nasze życie kręci się wokół stabilizacji. Organizujemy codzienność, ogarniamy pracę, dzieci, niemiecką biurokrację. Partner staje się naszym najbliższym (a czasem jedynym na miejscu) bastionem bezpieczeństwa. Chcemy czuć się pewnie, znać drugą połówkę na wylot i wiedzieć, czego się spodziewać.
I w tym budowaniu bezpiecznej bazy łatwo wpaść w pułapkę. Kiedy zadeptujemy każdą wolną przestrzeń w imię „całkowitej bliskości”, niechcący gasimy pożądanie. Zaczynamy żyć jak świetnie zorganizowani współlokatorzy, a z relacji ucieka ogień.
Jak połączyć potrzebę bezpiecznej więzi z dbałością o to, by w związku było czym oddychać?
W mojej pracy terapeutycznej z parami bazuję przede wszystkim na sprawdzonych naukowo i głębokich nurtach. Pracuję w oparciu o Terapię Skoncentrowaną na Emocjach (EFT), która pomaga parom bezpiecznie dotrzeć do tego, co naprawdę czują, oraz o podejście Gestalt, kładące nacisk na autentyczność i budowanie kontaktu tu i teraz. Czerpię również z niezwykle praktycznych narzędzi metody dr. Johna i Julie Gottmanów, dzięki którym pary uczą się na nowo ze sobą rozmawiać i radzić sobie z konfliktami.
Obok tych uznanych na świecie podejść, bardzo lubię korzystać także z polskiego narzędzia – Mapy Medycyny Miłości autorstwa Zosi i Dawida Rzepeckich, nauczycieli Tantry oraz terapeutow, zajmujących się związkami i ich intymnym rozwojem. Zosia i Dawid od lat uczą w Polsce, jak w praktyczny sposób dbać o autentyczność i bliskość w parach. Są miedzy innymi autorami kursu Dograna Para i ksiazki "Życie seksualne rodziców", a ich Mapa Medycyny Miłości to wspaniałe dopełnienie mojej pracy, które pomaga parom w prosty i obrazowy sposób zrozumieć, jak w codziennym życiu poruszać się między intymnością a wolnością.W ramach Medycyny Miłości, Zosia i Dawid Rzepeccy proponują spojrzenie na relację jako na dynamiczny proces, który rozwija się w trzech kluczowych obszarach i na trzech różnych wymiarach:
Obszar Procesu | Ze sobą (Ja) | Z drugą osobą (My) | W grupie (Świat) |
Komunikacja | Jak rozmawiam z własnymi potrzebami? | Jak rozmawiamy ze sobą w parze? | Jak komunikujemy się ze światem zewnętrznym? |
Bliskość | Czy mam kontakt ze swoim ciałem i emocjami? | Jak budujemy naszą bezpieczną przystań? | Jak funkcjonujemy wśród przyjaciół i rodziny? |
Intymność | Czy znam swoje pragnienia i sekrety? | Czy pozwalamy sobie na namiętność i tajemnicę? | Jak chronimy prywatność naszego związku? |
Źródło: Mapa Medycyny Miłości, Zosia i Dawid Rzepeccy
Kiedy pary szukają u mnie ratunku dla związku, zazwyczaj intuicyjnie skupiają się wyłącznie na kolumnie „Z drugą osobą”. Całkowicie pomijają przy tym relację ze samym sobą.
Jako psychoterapeutka chcę to bardzo mocno podkreślić: pierwsza kolumna tej macierzy – obszar „Ze sobą” – to fundament całego procesu. Budowanie zdrowego kontaktu z własnym wnętrzem, odkrywanie swoich zranień, granic i potrzeb to obszar, który najpełniej i najbezpieczniej rozwija się w trakcie terapii indywidualnej oraz własnej pracy rozwojowej. Bez poukładania relacji z własnym „Ja”, niezwykle trudno jest stworzyć dojrzałe, dające wolność „My”.
Jeśli tracę kontakt ze swoją własną intymnością, pasjami i wewnętrznym światem, staję się dla partnera w pełni przewidywalny(-a). Przestaję być zagadką, którą można na nowo odkrywać.
Spójrz na związek z lotu ptaka
W metodzie Rzepeckich patrzymy na relację przez pryzmat trzech ważnych obszarów. Zastanów się przez chwilę, jak to wygląda u Was:
Komunikacja: Czy potraficie rozmawiać o tym, co naprawdę czujecie – zarówno ze samym sobą, jak i w parze?
Bliskość: Jak budujecie Waszą bezpieczną przystań, w której możecie odpocząć po całym dniu?
Intymność: Czy dajecie sobie nawzajem przestrzeń na sekrety, namiętność i to legendarne „powietrze”?
Kiedy pary szukają u mnie wsparcia, zazwyczaj skupiają się na tym, co dzieje się między nimi. Całkowicie zapominają jednak o najważniejszym fundamencie – o relacji ze samym sobą.
Jako psychoterapeutka chcę to mocno podkreślić: nie da się zbudować szczęśliwego „My”, jeśli zaniedbamy własne „Ja”. Odkrywanie swoich potrzeb, stawianie granic czy radzenie sobie z własnymi trudnościami to proces, który najlepiej układa się podczas terapii indywidualnej i własnej pracy rozwojowej. Kiedy tracisz kontakt ze swoimi pasjami i wewnętrznym światem, stajesz się dla partnera jak otwarta, przeczytana sto razy książka. A pożądanie potrzebuje przecież odrobiny tajemnicy!
Ciało nie oszukuje
Medycyna Miłości mocno zakorzenia relacje w ciele – co w psychoterapii jest kluczem do zrozumienia wielu procesów. Nasze stłumione emocje bezpośrednio wpływają na kondycję psychofizyczną. Istnieje piękne, mądre powiedzenie: „Jeśli często chorujesz – idź pytać dawnej urazy w sercu."
Niewypowiedziane żale, stłumiona złość i cicha zgoda na rutynę potrafią fizycznie wycieńczyć. Dbanie o to, by w związku nie było cichych dni i niewyjaśnionych spraw – czy to poprzez terapię pary, czy indywidualne przyjrzenie się sobie – to po prostu dbanie o własne zdrowie.
Nierozwiązane konflikty, skrywana złość i cicha zgoda na rutyne i „wygodną, ale zimną miłość” odkładają się w nas fizycznie. Kiedy w relacji brakuje przestrzeni na bycie soba i namiętność, nasze ciało szybko zaczyna to odczuwać jako ciągłe zmęczenie i spadek formy. Dlatego dbanie o dynamikę relacji i czyszczenie dawnych żali – zarówno poprzez terapię pary, jak i indywidualny wgląd w swoje emocje podczas terapii indywidualnej – to nie luksus, a po prostu dbanie o własne zdrowie.
Jak dorzucić drew do ognia? Trzy proste kroki
Opierając się na mądrości Esther Perel oraz pracy Zosi i Dawida Rzepeckich, warto zacząć od małych zmian:
Zadbaj o swoje „Ja”: Znajdź czas tylko dla siebie i daj sobie prawo do osobnego rozwoju. Wyjdź na samotny spacer po Englischer Garten, wróć do dawnego hobby czy pomyśl o terapii indywidualnej. Takie chwile spędzone solo oraz powrót do własnych pasji pozwalają zregenerować siły i wrócić do partnera z zupełnie nową energią. Zdrowa autonomia rodzi tęsknotę, a tęsknota karmi pożądanie.
Spójrz na partnera nowymi oczami: Zobacz go w sytuacjach, w których błyszczy – gdy pasjonuje się swoją pracą, robi coś, w czym jest dobry, rozmawia z ludźmi. Przypomnij sobie, że to odrębny, wolny i fascynujący człowiek, a nie tylko Twój „współorganizator życia”.
Złamcie rutynę: Pożądanie uwielbia nowość. Nie musicie od razu planować wielkich podróży – wystarczy randka w nowym miejscu w Monachium, zrobienie czegoś spontanicznego i wyjście poza utarte schematy.
Gdzie więc powinniśmy zacząć?
Może od zadania sobie pytania: Czy w tym całym życiowym pędzie nie zapomnieliśmy dać naszej relacji odrobiny przestrzeni na oddech? Dopływ „świeżego powietrza” do związku to nie szukanie wrażeń poza nim. To pozwolenie sobie nawzajem na bycie odrębnymi, fascynującymi ludźmi, którzy mają swój własny świat, swoje pasje i czas na zatęsknienie za sobą. Tylko wtedy, gdy nie zadeptujemy własnej autonomii, możemy na nowo rozpalić ogień namiętności.
Budowanie relacji to żywy, dynamiczny proces. Jeśli czujecie, że utknęliście w martwym punkcie, a codzienna rutyna lub dawne urazy odebrały Wam dawną radość i bliskość – pamiętajcie, że nie musicie mierzyć się z tym sami. Zapraszam Was do kontaktu i rozmowy w bezpiecznej, poufnej przestrzeni mojego gabinetu w Monachium. Wspólnie poszukamy sposobu, by Wasz związek zyskał nowy, głęboki oddech i bezpieczną stabilność.
A jak to wygląda u Was? Udaje Wam się złapać balans między bliskością a dawaniem sobie wolności? Napiszcie w komentarzach!




Komentarze